Przetrzepując moje zbiory kosmetyczne natrafiłam na zapomniany i porzucony krem do rąk. Jako, że nie przepadam za uczuciem klejących dłoni, sceptyczne jak zawsze podeszłam i do tego mazidła. Dostałam go na jednym ze spotkań blogerek od sklepu Kosmetyki Rosyjskie. I tak sobie owy biedny krem leżał i czekał na swoją kolej. Wyobraźcie sobie moją minę, kiedy okazało się jednak, że wcale nie jest to gęsty, ciężki tłuścioch, który pozbawi mnie używania dłoni na kilka chwil.

